Polska skala podatkowa w aktualnym kształcie ma dwie unikalne cechy. Po pierwsze, wyróżnia się ona skokowym, bardzo radykalnym wzrostem stawki podatku: po przekroczeniu progu 120 tys. zł rośnie ona aż o 20 pkt proc. (z 12% do 32%). Po drugie, maksymalną stawkę płaci się już przy stosunkowo niskim poziomie dochodów. Zgodnie z danymi za 2025 rok próg 120 tys. zł odpowiada zaledwie 112% przeciętnego rocznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.

Można zatem powiedzieć, że skala podatkowa wyraźnie nie nadążyła za gwałtownym wzrostem pensji w ostatnich latach (od 2020 roku przeciętne wynagrodzenie w gospodarce wzrosło o 72%).
Warto spojrzeć na to zjawisko z perspektywy całego klina podatkowego. Wraz z rosnącymi płacami dynamicznie rósł limit podstawy oskładkowania (tzw. 30-krotność). Jeszcze w 2022 roku wynosił on zaledwie 1,5-krotność progu podatkowego (177 660 zł). W efekcie osoby najlepiej zarabiające po przekroczeniu 120 tys. zł podstawy opodatkowania relatywnie szybko przestawały płacić składki emerytalne i rentowe, co amortyzowało skokowy wzrost stawki PIT. Dziś limit 30-krotności stanowi 2,4-krotność progu (282 600 zł). Znacznie większa część dochodów jest więc objęta maksymalnym klinem podatkowym, przekraczającym 50%.
Aktualna konstrukcja systemu podatkowo-składkowego skutkuje szeregiem patologii. Lepiej zarabiający pracownicy w trakcie roku doświadczają bolesnego spadku wynagrodzenia na rękę, a gwałtowny wzrost obciążeń po przekroczeniu kwoty 120 tys. zł stanowił silny bodziec do poszukiwania rozwiązań optymalizacyjnych (np. podejmowania współpracy w formie B2B).
Propozycję podniesienia progu podatkowego do 130 tys. zł oraz wygładzenia przeskoku między progami poprzez wprowadzenie pomostowej stawki 24% (dla dochodów w przedziale 130-150 tys. zł) należy więc ocenić jednoznacznie pozytywnie. Należy jednak zauważyć, że jest to rozwiązanie o ograniczonym polu rażenia. Dotyczy bowiem dochodów w przedziale zaledwie 30 tys. zł (120-150 tys. zł). Trudno więc mówić o rewolucji, a przywołane mankamenty konstrukcyjne zostaną jedynie przypudrowane. Polska skala podatkowa pozostanie stroma, a maksymalna stawka podatku nadal będzie osiągana przy stosunkowo niewielkim poziomie dochodów.
Zapowiedziana reforma przewiduje również niekorzystne zmiany. Rządzący po raz kolejny planują uderzyć w ryczałt, zidentyfikowany przez nich jako częsty element schematów optymalizacyjnych (wykorzystywany m.in. do arbitrażu na linii wspólnik-spółka oraz pozwalający unikać daniny solidarnościowej). Limit przychodów dla tej formy opodatkowania zostanie zmniejszony aż ośmiokrotnie – do 250 tys. euro. Sama danina solidarnościowa ma wzrosnąć o 1 pkt proc., a dodatkowe wpływy ma przynieść także podwyżka CIT dla największych firm do 22% (tu niezmiennie kluczowym wyzwaniem pozostanie kwestia ściągalności tego podatku).
Być może najbardziej bolesnym skutkiem zapowiadanych zmian jest jednak fakt, że planowana reforma w zasadzie przekreśla szanse na zwiększenie w najbliższych latach kwoty wolnej od podatku – co stanowiłoby kluczowe wsparcie dla osób najmniej zarabiających. Beneficjentami planowanej reformy będą zaś przede wszystkim podatnicy o ponadprzeciętnych dochodach.
Autor: Maciej Jankowski, doradca podatkowy, ekspert w zakresie opodatkowania osób fizycznych, kancelaria Paczuski Taudul Doradcy Podatkowi.
