Zalewski: Gorzka wygrana i prawdziwy prorok

Gdy startowała reforma emerytalna w Polsce założyłem się wówczas z jednym znajomym, że w tej formie nie przetrwa zbyt długo. Zakładałem jednak, że wcześniej czy później ludzie, czyli klienci OFE obudzą się i zauważą, że pobieranie prowizji od przymusowych wpłat w wysokości nawet 10% jest bandytyzmem. Przy inflacji jednocyfrowej, znanych na świecie możliwych do uzyskania stopach zwrotu z obligacji i akcji, oznacza to, że zanim każda moja wpłata do funduszu emerytalnego wyjdzie na “zero” musi minąć jakieś dwa-trzy lata.

Prowizje udało się obniżyć, choć towarzystwa emerytalne wspierane przez IGTE dzielnie walczyły sugerując nawet, że obniżenie prowizji wpłynie na pogorszenie usług. Zawsze mnie fascynował ten argument. Prowizje pobierane przez obowiązkowe fundusze emerytalne były wyższe niż konkurujące ze sobą fundusze inwestycyjne, czyli odpadały koszty promocji, konkurencji i tych wszystkich rzeczy, z którymi muszą się borykać TFI, a jednak grożono, że będzie gorzej.

Od lat jestem krytykiem tego w jaki sposób wykonano II filar, całej III-filarowej reformy. Generalnie sam pomysł i założenia był i jest niezły, tylko wykonanie jak zwykle “na niby”. Oligopol OFE, wysokie prowizje, brak konkurencyjności, brak zróżnicowanej polityki inwestycyjnej, brak sensownej oceny wyników, koncept zakładów emerytalnych- kolejnego pożeracza prowizji, brak wsparcia edukacyjnego dla III filara i wiele, wiele innych.