Pracownicy nie mają pojęcia, ile finalnie kosztują pracodawcę. Nowy system podatkowy powinien to zmienić

10.11.2016 10:00 (aktualizacja: )

Zgodnie z zapowiedziami, po ujednoliceniu podatku zatrudniony powinien dostawać pensję w kwocie brutto, powiększoną o dotychczasowy koszt pracodawcy. To jednak nie będzie wiązać się z podwyżką, lecz z obowiązkiem samodzielnego odprowadzania przez pracownika składek na ubezpieczenie społeczne w postaci jednej daniny.

Sprawdź czy szef płaci za Ciebie ZUS

Źródło: YAY foto

Składki, przekazywane obecnie do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, są rozłożone na pensję pracownika i koszt pracodawcy (na ubezpieczenie emerytalne – w równych częściach po 9,76%). Ubezpieczenie rentowe, w wymiarze 1,5% płaci pracobiorca, a 6,5% – podmiot zatrudniający, chorobowe w całości (2,45%) finansuje pracownik. Wysokość składki na ubezpieczenie wypadkowe jest zróżnicowana, w zależności od rodzaju zawodu i skali niebezpieczeństwa wynikającego z jego wykonywania. Ciężar tej składki spoczywa wyłącznie na pracodawcy. Z kolei ubezpieczenie zdrowotne o wartości 7,75% jest przekazywane z zaliczki na podatek, a 1,25% pobierane z dochodu etatowca.

– Choć, formalnie te świadczenia są podzielone, w rzeczywistości to pracodawca przekazuje do ZUS-u wszystkie składki na obowiązkowe ubezpieczenie społeczne swojego pracownika. Jeśli potwierdzą się zapowiedzi, po zmianie systemu podatkowego w 2018 roku, podmiot zatrudniający nie będzie już odpowiedzialny za odprowadzanie tych wartości. Pracownik otrzymywałby całe wynagrodzenie, włącznie z tzw. kosztem pracodawcy, a potem samodzielnie płacił organom skarbowym jedną daninę – mówi serwisowi agencyjnemu MondayNews, Kazimierz Romaniec, radca prawny z Kancelarii Prawnej Raczkowski Paruch.

Zgodnie z bieżącymi założeniami rządu, administracja skarbowa i urzędy celne mają zostać scalone. Dlatego, jeszcze nie wiadomo, jaki organ będzie pobierał nowy podatek. Zdaniem eksperta, ze względu na rozbudowany system komputerowy ZUS-u, zatrudniony najprawdopodobniej będzie przekazywał daninę właśnie temu organowi państwowemu. Jednak, dla pracownika ważniejszą zmianą może być to, że ujednolicony podatek urealni mu własne dochody. To znaczy, pozwoli poznać rzeczywistą wartość jego pracy. Chociaż nie dostanie on faktycznej podwyżki, to jednak zyska świadomość tego, ile dokładnie zarabia i jak dużą sumę pieniędzy przeznacza na obciążenia fiskalne.

– Zaletą proponowanego systemu opodatkowania jest niewątpliwie jego przejrzystość. Pracownik w końcu będzie znał faktyczny koszt, jaki ponosi pracodawca w związku z tym, że go zatrudnia. Ta wiedza umożliwi mu rozsądne przedstawienie swoich racji, w przypadku ewentualnych sporów z pracodawcą, dotyczących wysokości jego wynagrodzenia. Z moich obserwacji wynika, że niewiedza na temat tego, ile pracownik „kosztuje” pracodawcę, jest częstym powodem nieporozumień i poważnych sporów –  stwierdza ekspert z Kancelarii Prawnej Raczkowski Paruch.

W ocenie specjalisty, zmiana sposobu przekazywania pieniędzy do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych  powinna być neutralna dla pracodawcy. Kwota, która zostanie w jego budżecie, po wypłaceniu wynagrodzeń pracownikom za dany miesiąc, nie powinna odbiegać od obecnej. Jednak, jak podkreśla Kazimierz Romaniec, ostatecznie zdecyduje o tym dopiero wysokość przyjętych progów i stawek podatkowych. Jeżeli stawki podatku zostaną podwyższone, to w zasadniczy sposób obniżą się dochody pracowników zarabiających więcej. To z kolei może być źródłem konfliktów pomiędzy pracodawcami i zatrudnionymi, którzy zaczną ubiegać się o podwyżkę.

– Oczywiście istnieje takie niebezpieczeństwo, że w momencie, gdy pracownicy zaczną samodzielnie odprowadzać nowy podatek, niektórzy z nich mogą ten obowiązek zaniedbywać. Jednak należy pamiętać, że konsekwencje jego niedopełnienia, tzn. odsetki karne, grzywny, a w skrajnych przypadkach nawet kara pozbawienia wolności, są jednakowe dla wszystkich podatników. Obecnie aparat skarbowy dysponuje takimi uprawnieniami, że będzie w stanie zapewnić pełne i terminowe ściągnięcie należności – przekonuje radca prawny.

Jak podkreśla Kazimierz Romaniec, jest jeszcze zbyt wcześnie na to, aby móc w pełni ocenić rządowy projekt, ponieważ nie znamy jego szczegółów. Zgodnie z założeniami, miał on być przygotowany do połowy listopada. Ekspert powołuje się na zapewnienia Wiceprezesa Rady Ministrów oraz Ministra Rozwoju i Finansów, Mateusza Morawieckiego o tym, że najważniejszym celem jest uczynienie polskiej gospodarki innowacyjną i konkurencyjną wobec innych krajów. Należy mieć nadzieję, iż projektowane zmiany nie wpłyną na zwiększenie obciążeń fiskalnych przedsiębiorców, którzy najbardziej przyczyniają się do realizacji ministerialnych zamierzeń.

Źródło: MondayNews